Rowerzyści z Kaliningradu uczestniczyli w polskim rajdu rowerowym „Szlakiem Legend Mazurskich”

0

Tradycyjny rajd rowerowy, «Toud de Cranz», w tym roku przebiegł bez uczęstników z Polski, klub rowerowy z Olsztyna opuścił te wydarzenie poprzez powstrzymanie bezwizowego ruchu przygranicznego.  Przypomnę, Warszawa wstrzymała działanie umowy 3 miesiące wcześniej, zaś schłodzenie polityczne nie odbiło się na ciapłych stosunkach między ludźmi. W miniony weekend rowerzyści z dwóch krajów oficjalnie zamknęli sezon rowerowy. Pokręcił pedały i nasz dziennikarz, Gleb Fedotow.

Bez drobnych usterek i przebić rajdy rowerowe się nie odbywają. Rajd „Szlakiem Mazurskich Legend” nie stanowi wyjątku: cała trasa rozciągnęła się na 100 kilometrów oraz 26 opowieści.

SŁAWOMIR ZIELIŃSKI KIEROWNIK RAJDU
No i tak sobie jeździmy już dziesiąty rok, po miejscach, związanych z miejscowymi legendami. W przejażdżkach wraz z uczęstnikami tworzą się nowe, współczesne legendy: zabawne, wesołe oraz zrozumiałe dla wszystkich. 

Legendy po IIWŚ zebrała wśród mieszkańców lokalnych oraz wydała nauczycielka szkolna Jadwiga Tressenberg. Histoorie są pouczające: opowieść „Czarny Piez z Regułówki” połączyła w sobie Psa Baskervillów oraz Robina Hooda. Pojawiała się zawsze nagle, tam, gdzie zapowiadało się przestępstwo, i przestępca natychmiast zapominał o swych ciemnych pomysłach.

GLEB FEDOTOW  – DZIENNIKARZ
Jedna z już współczesnych legend opowiada historię o tym łukowym moście w Kruklankach. Właśnie, jego starszy brat stoi u nas w Krasnolesiu cały i nietknięty. Ten zaś most został zburzony już, niby, po ukończeniu walki o Prusy Wschodnie poprzez mieszkańców miejscowych, stawiając tym samym opór maruderom żołnierzy Armii Czerwonej. Wiadomość ta została rozpowszechniona, zaś dzięki temu nie staje się mniej fantastyczną. 

Uczęstników Rajdu Rowerowego na 3 dni przyjęła mejscowość Kruklanki nad brzegami licznych jeziór.
Z widoków pocztówkowych spotkamy tu miejscowego żubra oraz kościół z XVI wieku.
ALEX BUZIN — UCZESTNIK RAJDU ROWEROWEGO (KALININGRAD)
To jest ciężkie nawet do wytłumaczenia, to jest tak, że.. trafiając tu jeden raz, chce się wracać, wracać i wracać, jest to ciągłe obcowanie.

Właśnie tu co roku spotykają się rowerzyści z Warmii i Mazur oraz goście z Kaliningradu, by zamknąc sezon letni. Na razie jest to jedyna miżliwość, by razem pokręcić pedały, poprzez powstrzymanie ruchu bezwizowego. Nawet Kaliningradzki rajd masowy „Tour de Cranz” odbył się w tym roku bez polskich gości. Wiza dla wielu jest sporym wydatkiem, dlatego więc granicę w tym roku przekroczyły jedynie pamiątkowe koszulki.
ROBERT NEWINSKI – UCZESTNIK RAJDU ROWEROWEGO (OLSTYN)
– No teraz jest trudno, ponieważ granica jest zamknięta. Nie wiadomo, po co nasze władze to zrobiły, wiedząc, że przywrócenie małego ruchu granicznego jest ważne dla wszystkich, wy przyjeżdżacie do nas i my — jeździmy do was. 

Organizatorzy posłodzili trasę krajobrazami mazurskich jezior, lasów oraz głęboko położonych wsi, przyprawiąc go asfaltem prawie bez samochodów. Na deser uczęstnicy otrzymali porcję dróg gruntowych z nadzieniem z miejscowego folkloru.